Przed poniedziałkiem, znowu o mza… ale skoro spędzam w czerwonym autobusie 2 godziny dziennie….

Podsumowanie tygodnia w ramach niedzielnego wieczoru nasuwa się samo.

Dotarło do mnie czego nie cierpię najbardziej. Może dlatego, że za chwilę poniedziałek i zapewne czeka mnie to ponownie.
Otóż, nie znoszę autobusowych obgdadywaczy, gadaczy, chrząkaczy.
Na przykład. Siadam w piątek w autobusie, na pętli więc miejsce udało się zdobyć. Czując jak palce u nóg pieką i pulsują od całego dnia w biurowych szpilkach, otwieram ulubioną serię kryminalną i znikam. A tak właśnie, znikam, bo książka dobra, a na pewno lepsza od gapienia się na współpasażerów. Nie czuję się w obowiązku do mocowania dodatkowej pary oczu z tyłu głowy i całkowicie oddaję się wątkom kryminalnej sagi.
- Ekhm, no nikt nie spojrzy, siedzą i książki czytają, udają, że nie widzą a tu Pan z dzieckiem, no ludzie, jak to tak można!
Podnoszę głowę, Pan z naprzeciwka podrywa się z siedzenia i ustępuje miejsca, wracam więc spokojnie do książki i…
obrywam w kolana wózkiem na zakupy, który wściekły ojciec wspomnianego dziecka ustawia dokładnie przed moimi nogami, nie patyczkując się zbytnio delikatnością.
- Oczywiście, czytają, ooo wszyscy nagle głowy w książkę, nie widzą. -  odpowiada Pan ojciec z żądzą krwi w oczach.

No żesz… usiadł? D… posadził, to po ciorta z fascynacją i zawiścią w oczach komentuje?
Ja rozumiem żeby jeszcze stał nam nad głową, ale od rzekomego Pana dzieliła nas ściana ludzi wiszących na poręczach.
- Oczywiście siedzą, teraz to jeszcze bardziej nosy w książkach – Pani komentatorka zażarcie podbijała temat
- Oczywiście, tak najlepiej, udawać, że się czyta lub spać!

Zacisnęłam zęby i skupiłam się na rozdziale książki. Doszłam do wniosku, że wchodzenie w dyskusję z kimś na poziomie naburmuszonego 10-cio latka nie ma najmniejszego sensu.
Przecież to takie oczywiste, że każdy pasażer ma oczy nad nosem, na tyle głowy, na plecach i jeszcze peryskop w nosie. To przecież jasne :-) Tak ciężko przebić się przez tłum, powiedzieć „sorry, z dzieckiem jestem”. Nie raz spotkałam się z taką sytuacją i od razu podrywałam zadek z siedzenia. Ale tu? Przecież. Polak pogadać musi, najlepiej do siebie, pod nosem. ;)

Należę do typu ludzi, którzy w autobusach sardynkach mdleją. Nie raz nogi mi się ugięły, podchodziłam do kogoś, prosiłam o miejsce, bo jest mi słabo. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś odmówił. Skoro ja nie mam z tym problemu….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>