Pierwsza noc w Hawanie

Droga do Hawany była długa i … ciemna.

Usilnie próbowałam wypatrzeć skrawki krajobrazu za szybą rozklekotanego poloneza. Urywki palm i pojedyncze domostwa skryte nocą to jedyne co pamiętam z drogi do Hawany.

Pod hawański dom na 10 de Octubre dojechaliśmy po ok 30 minutach.

Parkujący samochód powitały ukradkowe spojrzenia zza okiennic i ciepłe światło ulicznej latarni.

Poczułam jak lęk przechodzi z lekkiego drżenia palców, które zacisnęłam na torbie, do dziwnego uczucia w karku, który gdyby nie oparcie fotela, rozklekotałby się na poszczególne kręgi.

Nie wiedziałam co mnie czeka. Nie miałam pojęcia jak wygląda dom, przyszła teściowa ani znajomi. – Czy mnie zaakceptują? Białą dziewczynę gdzieś z odległej Europy?

Metalowa krata poprzedzająca główne drzwi otworzyła się z tylko sobie zrozumianym piszczącym powitaniem. Weszliśmy do środka.

Szczupła kobieta spojrzała na mnie i na R. po czym najzwyczajniej w świecie mnie przytuliła, mówiąc coś po hiszpańsku. Nie znałam języka, ale wyczułam ciepło i  ogromną chęć odwzajemnienia uścisku. To był ten moment, kiedy ją pokochałam. Tak, po prostu.

Na stole w salonie pojawiły się talerze i stućce, a mój wygłodniały po podróży żołądek wyczuł zbliżający się bardzo późny obiad.

Wyczułam ryż z czarną fasolą i podduszone udka. Niewiele mówiąc usiedliśmy do stołu. Nic w życiu nigdy nie smakowało mi tak jak to, moje pierwsze kubańskie danie.
– Pewnie jesteś potwornie zmęczona po podróży? Zaraz mama przygotuje nam łóżko – zapytał nieśmiało R.
– Co? Nieeee. Potrzebuję tylko prysznic i idziemy na spacer! – odpowiedziałam wciąż gnana adrenaliną ciekawości.
– Mhm, ok, to najpierw nauczę Cię obsługiwać prysznic – odpowiedział ze śmiechem mój przyszły mąż.

Prysznicem okazało się wiadro z ciepłą wodą i kubeczek do polewania, postawione w kibelku.
– uff kibelek jest, dach jest, prysznic całkiem ok – pomyślałam, po czym niewiele myśląc, odświeżyłam „wymęczone” przespaniem całej podróży ciało i z uśmiechem narzuciłam na siebie letnie ciuchy.

- Idziemy? – powiedziałam raźno wchodząc do salonu – za pół godziny ruszamy w miasto, jak tylko rozdam te 22 kilo z drugiej walizki – dokończyłam i przytachałam walizę na środek pokoju.
- R. to wszystko dla Was – wskazałam walizkę wypełnioną kupionymi kosmetykami i ciuchami od znajomych, rodziny i przyjaciół.
Widząc onieśmielenie i oczekiwanie, po kolei wyjmowałam z walizki rzeczy.
Kuzynce trafił się szampon i odżywka, R. z zadowoleniem przymierzał koszulki i spodenki a teściowa skrzętnie układała w szafie resztę ciuchów.

- Idziemy? – chwyciłam R. za rękę i ruszyliśmy w miejską noc.
Zatrzymaliśmy się w osiedlowym „sklepie”, postawionym na szybko baraczku z zaledwie kilkoma półkami za ladą. Na nich lśniły przeróżne odmiany rumu po 3,4 i 5 cuc (najwięcej 20 pln!) i… polska wódka, w cenie równej kubańskiej pensji.
Zrozumiałam czemu wszyscy ucieszli się z kupionej przeze mnie, na szybko na lotnisku, dużej butelce tego zacnego trunku.

1111

Zaopatrzeni w małą butelkę Havana Club i puszkę Bucanero dla mnie, ruszyliśmy do parku.
Parkiem okazał się niski, okrągły betonowy murek, który otaczał wielkie drzewo z widocznymi grubymi korzeniami. Otoczeni głośnym śmiechem kubańskich sąsiadów popijających rum i żywo gestykulujących wszystkimi możliwymi fragmentami ciała, uciedliśmy na ciepłym betonie i rozpieczętowaliśmy procenty świętujące mój przylot.

bbbbb

Przez chwilę wahałam się z paradowaniem po parku z puszką piwa, ale R. uspokoił mnie, że na Kubie nie ma zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych. Mimo to, czułam się z tym dziwnie.

Późną nocą, wróciliśmy po cichu do domu i ułożyliśmy się do snu. Nareszcie mogłam przytulić się do mojego przyszłego m. i zasnąć nie do końca wierząc w to, że jestem tu. Tu i teraz.

Obudził mnie słodki zapach i odgłosy za oknem.
Flooooreeees, floooores – dźwięcznym, śpiewnym tonem nawoływała w tle uliczna kwiaciarka.
Wstałaś kochanie? – z kubańskiego marzenia wyrwał mnie głos R.
- Przyniosłem śniadanie – na tacy, do łóżka (!!!) trafiły gotowane jajka, świeża bułka z masłem i pokrojonym ogórkiem.
Przegoniłam z oczu resztki snu i zabrałam się za śniadanie…

7 comments on “Pierwsza noc w Hawanie
  1. Ciekawy blog! mój mąż jest Brazylijczykiem i być może w przyszłym roku przeprowadzimy się do Kuby. Nigdy tam nie byłam i będę musiała się decydować na ten kraj bez postawienia tam stopy. Życie w międzynarodowym związku nie jest łatwe, ale na pewno bardzo urozmaicone :) Na Kubie ludzie muszą mieć mentalność i przyzwyczajenia o 180 stopni odmienne od naszych, tak jak inni latynosi. Życzę powodzenia w radzeniu sobie z problemami z tego wynikającymi! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>