O tym jak Kuba i USA flagi swoje rozwiesiły i ambasady otworzyły.

Kuba i USA?

Kiedy byłam w Hawanie…

Oglądałam kubańską TV w jeden z tych nielicznych wieczorów, kiedy zbyt wymęczeni zostawaliśmy w domu, rzuciło mi się w oczy jedno… wiadomości. Mój hiszpański był wtedy na poziomie ledwo komunikatywnym, ale i bez zrozumienia słów, obraz zrobił swoje.
Telewizja pokazywała mocno wyselekcjonowany obraz złej Ameryki, urywki z wiadomości mówiące jedynie o morderstwach i politycznych skandalach. Nawet Europa jawiła się jako źródło wszelkiego kryminału.
To pierwsze wrażenie pozostało mi w głowie aż do dzisiaj.

Nie oceniałam tego, nie do mnie to należy, zbyt mało wiem. Nie chciałam również wchodzić w tego typu dyskusje z teściową ani moim R. Pozostałam na neutralnej stopie pół Kubanki (po mężu) i pół turystki (po pochodzeniu).

Dzisiaj jednak mam ogromną ochotę coś powiedzieć. Chciałabym aby był to elokwentny komentarz wsparty znajomością historycznych zawiłości i politycznych aspektów, ale nie. Dyskusja o polityce wciąż do mnie nie należy i chcę aby tak pozostało.
Powiem, a raczej napiszę, tak po prostu, że się cieszę.

Nie rozmawiamy z R. o polityce.

Próbowaliśmy jeden raz.
Ja, wychowana już w demokratycznym kraju, mająca w głowie jedynie przekazany mi przez rodzinę obraz wspomnienia pustych komunistycznych półek w sklepie i On, wychowany w kraju, będącym odbiciem dawnej Polski. Odbiciem tylko częściowym i tylko w moich oczach, bo w jego, świat wygląda często zupełnie inaczej.
Dyskusja nie skończyła się nicią porozumienia i odłożyliśmy ją w kąt, w którym przechowujemy te rzeczy, które w życiu z dnia na dzień, uznaliśmy za „nieistotne” tu i teraz.

R. zawsze bronił swojego kraju i hardo unikał wchodzenia w polityczne dyskusje. Taka taktyka okazała się o tyle ważna, że o dziwo, każdy napotkany Polak próbował „przekonać” go do demokratycznych ideii w sposób agresywnie bezpośredni – poprzez krytykę Kuby, jej władz, systemu. Owe przekonywanie nie było nigdy poprzedzone myśleniem, zastanowieniem się czy druga strona wykazuje chęć kontynuowania tematu. Każdy ustrój ma swoje wady i zalety i my po prostu postanowiliśmy, że nie musimy i nie chcemy o tym rozmawiać.

Teraz jednak oboje odczuwamy pewnego rodzaju ulgę, wizję zmian, wciąż nie krytykując żadnego systemu, ustroju, ale po prostu, ciesząc się z wizji czegoś nowego, pozytywnego.

Kubę zapamiętałam jako miejsce pełne śmiechu i otwartości.

Jako punkt na Ziemii, w którym nie liczy się to, co masz, co jesz, ale to kim jesteś.
Pomimo, że szokiem napawały mnie sklepowe „standardy”, przesiąkłam słońcem i ludźmi na tyle, że pod koniec pobytu do szczęścia wystarczała mi „odrobina” rumu i ryż z czarną fasolą.
Muzyka do dzisiaj, pomimo, że już prawie nie tańczę, jest dla mnie równie ważna jak równomierne bicie serca.

Nie możemy sobie pozwolić na podróż na wyspę tu i teraz, ale dla mnie, samo wspomnienie, zdjęcia, wywołują szybsze tętno, krew nabiera ciepła a pod oczami czuję ziarenka piasku z podmiejskiej plaży.

Nie, nie jest to wspomnienie turysty.

Będąc na Kubie nie odwiedziłam żadnego klubu ani muzeum.
Przy każdej atrakcji turystycznej proponowanej przez R. pytałam:

- Czy Kubańczyk odwiedza to miejsce?
- Nie, przeważnie nie ma na to pieniędzy.
- A więc ja nie chcę.
Chciałam poznać Kubę prawdziwą, wczuć się w realia tamtejszego życia, poznać przyszłą rodzinę.
Nie jadłam w restauracjach, smakowała mi kuchnia teściowej.
Nie tańczyłam w klubach, puszczaliśmy z telefonu muzykę przed domem znajomych i w rytmach reggeatonu rozmawialiśmy do późnej nocy, popijając rum i jedząc smażone banany.
Rany! Jak mi brakuje smaku smażonych, zielonych bananów!

To była i jest moja Kuba, z jej starymi samochodami, Kubańczykami do których dociskaliśmy się „na siódmego” do miejskiej taksówki, z rozmowami z nieznajomymi w kolejce do sklepu i z gonieniem za autobusem miejskim, bo nigdy nie wiesz gdzie się zatrzyma.

Pokochałam ją niezależnie od ustroju, jest i była miłością mojego życia, przytula mnie w domu i głaszcze przed snem, owija ciepłem i poczuciem lepszego jutra.

Nie opowiem Wam o historii, politycznych zmianach, zawiłościach między Kubą a Stanami Zjednoczonymi.

Powiem Wam tylko, że cieszę się, bo widzę w oczach mojego R., że cieszy się On, a to przecież już nie tylko jego, ale Nasza Kuba. Miejsce i ludzie, których on kocha od zawsze, a ja pokochałam wchodząc w Jego życie.

Kuba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>