Nie, nie rzucę palenia i nie będę spać minimum 8 godzin dziennie, nie będę też zdrowo się odżywiać i nie zacznę biegać.

Noworoczne postanowienia spisywać czas zacząć.

Nie, nie rzucę palenia i nie będę spać minimum 8 godzin dziennie, nie będę też zdrowo się odżywiać i nie zacznę biegać.

Mam swoje własne plany, nadzieję i baterie naładowane do działania.

Cześć z nich zaczęłam realizować już teraz, a te najważniejsze, już od dłuższego czasu. Mój świat nie zmieni się na lepszy z dniem 1 stycznia, nie przyleci brokatowa wróżka i jednym machnięciem różdżki nie rozwiąże supłów w mojej poplątanej głowie. Szampańska noc nie wymaże wspomnień roku 2014, zagmatwanych emocji i rzeczy, które zrobiłam. Styczniowy chłód nie wymrozi też przeszłości. A jednak będzie to dzień utwierdzenia się w tym, że chcę, mogę, potrafię, dla siebie, nie dla mody i trendu.

Postanowienia mam mocne, poważne, nierozbijalne. Zapasy energetyczne odpowiednio przygotowane a głowę zahartowaną do wytrwania w uporze w ich realizacji. Uda się, wiem, bo innej myśli do siebie nie dopuszczam, zbyt dużo kroków postawiłam już do przodu żeby teraz się cofnąć. Te punkty na mojej liście pozostaną na niej przez kolejne lata, stycznie, marce i grudnie.

Mam też postanowienia bardziej trywialne, co do których wiem, że warto spróbować i w tych punktach na zielono zaznaczam „spróbuj, nic nie tracisz”, a nie „zrób koniecznie kropka koniec”. Np? Np. powrót do tańca, od czasu do czasu, kiedyś dawał mi przecież tyle radości.

I nie, nie wkleję tu teraz listy stu punktów do realizacji, bo to nie o ekshibicjonizm tu się rozchodzi, lecz o wolę walki o siebie i o szacunek, Sza-cu-nek.  Szacunek do samego siebie przez realizację obietnic danych sobie przed lustrem. Obietnic racjonalnych i na swoje siły, a sił mam coraz więcej.

I skąd w tym nowym roku tak mocno i solidnie?

Stąd, że o 2014 zapominam, wymazuję go z mojej pamięci, zamykam w metalowej szkatule i zostawiam daleko za mną.

Stąd, że poznałam trudy walki samej ze sobą, upadłam, poobijałam kolana na betonie drogi własnego życia. Zgubiłam się, zniknęłam, zamknęłam w szklanej kuli razem z demonami i nie wiedziałam jak uciec, wszystkie drogi zlały się w jeden, destrukcyjny sposób bycia.

Stąd, że poznałam i zaczęłam oswajać swoje słabości. Tak, to początek dopiero, pozytywny i dający nadzieję na wyjęcie kolorowych, świecowych kredek i namalowanie życia od początku.

Stąd, że zobaczyłam jaka jestem, zaczęłam ponownie układać puzzle własnej twarzy, które jakimś cudem pogubiłam idąc przez życie. Pogięte, podłamane, ale tworzące jeszcze nie do końca czysty obraz. To, co zobaczyłam, zadziwiło mnie. Odkryłam umiejętność empatii, uczuć do tej pory tłumionych i chęć zmian. Pogodziłam się z bycia do „dziś” egoistką skupioną na własnych problemach. Pogodziłam, ale nie zaakceptowałam i postanowiłam zmienić.

Plany łatwo rozpisać na czystej kartce, podkreślić, dodać czerwony kolor. Łatwo się je tylko spisuje, tak jak potem skreśla jak niewypały na polu minowym. Bum, znowu się nie udało.
Ja postanowiłam zmienić coś w sobie, a ponieważ wiem, że czeka mnie satysfakcja znacznie większa od tej odczuwanej po zdjęciu ciężaru obowiązku kiedy się poddamy, postanowiłam zawalczyć.

I nie, nie skreślę żadnego planu, nie odeślę w niepamięć postanowień, bo od tego zależy moje prawdziwe Ja. Od tego zależy odzyskanie umiejętności rozpoznawania kolorów, zapachów. To da mi możliwość wyjścia ze szklanej kuli.

Dlatego, nie przyjmuję do wiadomości, że się nie uda. Mogę mieć gorsze dni, jestem tylko/aż człowiekiem. Mogę potknąć się, zapomnieć, ale tylko po to aby mocniejsza podnieść się, poprawić i otrzepać ubranie i iść dalej, mocniejsza i pewniejsza siebie, bo przecież wstałam, bo w końcu mam cel.

I cieszę się, że większość z planów zaczęłam wdrażać już teraz. Mocna i trochę pewniejsza siebie spędzę czas z rodziną. I mimo, że nie wierzę w nic, nawet w świętego Mikołaja to cenię ten czas jako dni, które spędzę pośród osób okazujących mi uczucia, pośród ludzi, którym na mnie zależy. Może to egoistyczne, ale najbliższe trzy dni tylko umocną mnie w postanowieniach, mam dla kogo, im zależy, mi też, dla siebie, dla nich chcę być lepsza.

I mimo dodatkowych kilogramów wynikających z ukochanego bigosu, babcinych ciast i ryby w galarecie, uda mi się.

Po prostu, pierwszy raz coś wiem, pierwszy raz od bardzo dawna jestem czegoś pewna.

Tak więc Kochani. Życzę Wam spokojnych Świąt, rozsądnych Noworocznych Planów i wiary w samego siebie, bo warto przynajmniej spróbować :-)

Tylko nie próbujcie za szybko dorosnąć ;)

ch

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>