Moja wiara nie istnieje. Moherkowych babć nie zapraszam do mojego życia!

Moja wiara nie istnieje.

Nie istnieje, bo jestem typowym agnostykiem. Po zadaniu setek pytań, po przeczytaniu dziesiątek książek, uznałam, że nie jest mi ona w życiu potrzebna.

Wierzę w siebie. To moja wiara.

Nie potrzebuję pytać o sens życia, pochodzenie ludzkości i smażenie w smole.
Nie muszę zrzucać własnych niepowodzeń boskiej woli, a tym bardziej – moich sukcesów … boskiej woli (powtórka?), dobroci, dobremu sprawowaniu, opatrzności i cudownemu sercu siły wyższej.

Nie potrzebuję tego, bo życie mam jedno.

I tylko ode mnie ono zależy.
To od mojej ciężkiej pracy uzależnione są sukcesy i to ja potykam się o kłody, nie słuchając ostrzeżeń o zdradliwym lesie.

Ale….
(I tu wiem, że może zostać wszczęta niekontrolowana dyskusja.)
Denerwuje mnie…
Przeinaczanie katolicyzmu.

Kobieta lat 84.
Maż – zmarł 8 lat temu. Małżeństwo zawarte na podlaskiej wsi. Ona, z biednej rodziny, on – pracownik więziennictwa, dobrze sytuowany, przystojny, wysoki wdowiec. „Zakochali się”, przed panem bogiem obiecali sobie wieczny, wzajemny szacunek i miłość.
Całe życie ją tłukł, sprowadzał do domu dziwki, rzucał się na nią z nożem, zasypiał w śniegu, z którego wyciągała go 7-letnia córka. Dzieci nie miały ubrań, książek do szkoły, były wyśmiewane i staczane na dno szkolnej społeczności.
Na starość, zniedołężniał. Opiekowała się nim. Kupowała papierosy, limitowała je – dla zdrowia – karmiła, w ostatnim okresie, nawet przewijała.

Moje pytanie
- babciu, czemu go nie zostawiłaś? Przecież zniszczył Twoje życie!
- Co Pan bóg złączył, człowiek nie rozłączy.
- Ale babciu, on Cię bił, on wprowadzał do domu patologię, on, on robił te wszystkie rzeczy, których kościół nie dopuszcza!
- Tak pan bóg chciał, co pan bóg złączył….

Czy ta wiara, którą wpajano mi całe moje młode życie, propaguje „ideał” braku ucieczki? Ukochany mężczyzna okazuje się być katem, mam z nim zostać, bo wiara tak nakazuje?

Przykład 2.
Koleżanka z dawnej pracy. Kocha dzieci, uwielbia je, płacze na ich widok.
- Czemu nie postarasz się o swoje?
- Staramy się, kalendarzyk, cykle, lekarze, od wielu lat nic.
Kontakt urywa się, spotykam ją po 5-ciu latach.
- W. jak u Ciebie?
W. rozanielona – a wiesz, śpieszę się do dzieci.
- DZIECI? wow!
- invitro kochanie, w końcu się udało. Mam cudowną dwójkę maluchów, tak podobne do męża! Cezary ma już 3 latka a Amelia rok, marudzi tak samo jak tata!

Invitro, wiara… moherki tańczące pod krzyżem.

Kiedyś jeszcze miałam szacunek – ja nie wierzę, to Twoja wiara… ale teraz?- teraz odruchem wymiotnym reaguję na: babcie tańczące pod krzyżem, pielgrzymki Radia M., duchownych upolityczniających ambony i uduchowionych znajomych próbujących mnie nawrócić.

A NAJWIĘKSZY szlag mnie trafia jak stoję w korku, bo…. IDZIE PROCESJA (katolicka oczywiście, bo przecież nie żydowska, muzułmańska czy indyjska). Procesja może iść, ale jak jest marsz ateistów i agnostyków, to kończy się obrzuceniem błotem przez „katolicką” młodzież i seniorów.

Przedyskutowałam sprawę z moim G. Jego komentarz dał mi ponownie kolejną noc przemyśleń.

G: Wiara jest dla leniwych.

Łatwo jest uwierzyć w coś, co zostało narzucone odgórnie. Wierząc w ten sposób, człowiek nie musi zastanawiać się nad tym, skąd pochodzi, jak powstał świat, co jest po śmierci oraz, co ważniejsze, jaki jest sens życia.
Wybierając daną wiarę idziemy na łatwiznę. Jeżeli jednak wierzyć w siłę wyższą, którą można nazwać ki, energią kosmiczną, Bogiem, czy jak to woli, to ta siła wyższa po to dała nam wolną wolę i rozum by samemu stać się bóstwem.

Każdy człowiek jako osobna jednostka, powinien sam dojść do własnych przekonań, rozwinąć się duchowo i filozoficznie poszukując odpowiedzi na najistotniejsze w życiu pytania. Przyjmując je odgórnie, jest niczym więcej jak kolejną owcą w stadzie idącą na rzeź, gdzie nie jest sam w stanie decydować o własnym losie.

Przyjmując wszystko bez żadnego „ale”, bez pytania „dlaczego?” człowiek nie żyje, ma już wykopany grób do którego dąży. Bez wpływu na własne życie, bez zadawania pytań o sens istnienia jesteśmy jeno jak Zombie idące w przepaść.


3 comments on “Moja wiara nie istnieje. Moherkowych babć nie zapraszam do mojego życia!
  1. ło matko… jak ja się z Tobą zgadzam… we wszystkim co napisałaś. Nie trzeba niczego dodawać. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie :)
    PS. Dodaję Cię do ulubionych, podoba mi się u Ciebie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>