Komunikacyjne przygody miejskie

Autobus i miasto. Scenki z życia.

Bardzo krótko i treściwie, ale scenki niektóre opisać po prostu muszę! Zanim uciekną mi z głowy jak spaghetti z talerza, które nawijam jak szalona na widelec.

Metro, godziny szczytu.

Stacja, postój, człek się wbija.
Szukam szpary w ludzkiej ścianie stykającej się z linią drzwi.
Odnajduję trzydziestocentymetrową przestrzeń i wbijam się w tłum.

Nagle czuję silne pchnięcie.
– Proszę Państwa, proszę bardzo, wszyscy się zmieścimy. Trzeba tylko dopchnąć.
O tak. Jakoś damy radę.
Proszę się przytulić.
O i Pani też, tu, do mnie, też się przytulę,

Ciasno. Oj ja przepraszam, oddech mam nieświeży, troszkę ze mnie jedzie.

Miejski autobus.

Autobus zapchany po brzegi. Duszno, parno, ciasno.
Pan obok postanawia załatwić sprawę głośno-telefoniczną.
Chcesz czy nie, słyszysz.
– Halo, no, to ubezpieczenie to jutro mam załatwić?
– aha, aha, tak.
- ale to mam wysłać mailem, faxem?
– aaaa, podjechać? No… zapomniałem, że mam być w T., no to zajowiałem muła.
– nooo,  próbuję dostać się do nowego mieszkania, no k.wa se stoje, se jade i se stoje no.
– nooo, masz rację, ale k.wa, ch, ten ćwok to se gadać może.
– nooo, k.wa, tak ch.jwi powiem.
– noooo, no weź k.wa, przecież k.wa mówię. no, ch.
– no se k.wa myślałem, że se k.wa w kiblu zainstaluję.
– nooo
– aha.
– dobra MAMO, kończę, bo wysiadam, pa.

Miejska linia pośpieszna.

Następny przystanek dopiero za 20 minut.

Dziewczyna, lat na oko 19. Stoi z piwem w ręku i popija z butelki.
- ej, k.wa, ja tu miałam wysiąść, co jest?
- on zatrzyma się dopiero na Białołęce.
- k.wa, nie no, idę, niech się zatrzyma.
- spokojnie, i tak się nie zatrzyma, złapiesz powrotny autobus i zawrócisz.
- k.wa, to se pozwiedzam.
- no widzisz, korzyści są.

Panna myśli, duma i znowu do mnie zagaduje.
- ej, na Białołęce to ja będę w czwartek. Tam zakład karny jest. Odwiedzę mojego K.
- hm, to będziesz już wiedziała jak jechać.
- no… k.wa. ej, a do zakładu to owoce mogę wnieść?
- nie wiem, zadzwoń i zapytaj. Na pewno sprawdzają i mają listy dozwolonych produktów.
- k.wa, nie wiem, nie byłam jeszcze, a K. 1,5 roku dostał. Śmiesznie, nie?
- aha…. - odpowiadam, próbując skończyć temat.
- no, hehehe, to se k.wa pozwiedzam. Ej, a bułki mogę wnieść i jogurty? W sumie to chyba nie, bo tam można by wstrzyknąć.
- nie wiem, poszukaj, może jest jakaś strona internetowa.
- no, poszukam. Ej, a może chleb, taki dietetyczny, te, no, styropianki? wniosę i im powiem, że jak nie, to se mogą spróbować. Poczęstuję, a co, dobra jestem gospodyni nie?
- aha, wiesz, może jednak zadzwoń.
- no… kwa, zadzwonie nie? Ale tam k.wa się dodzwonić nie można.
- wiesz, może po tym piwie to nie dzwoń, rano spróbuj. Albo znajomych popytaj, może wiedzą co można a co nie.
- o k.wa, nooo, to jest pomysł. Sporo z nich siedziało, na pewno coś wiedzą, ej, genialna jesteś. ej… k.wa, daleko jeszcze na tą Białołękę?
- wysiadamy, teraz….

Komunikacja miejska wciąż mnię zadziwia

Mój R. np. dziwi się ciszy. 
R: w tych autobusach to jak w kościele, cisza i kontemplacja. Albo śpią, albo szperają w telefonach, ale odezwać się do kogoś to jak wkraść się na strzeżone terytorium…
Ja: Welcome to Poland Kochanie.

Macie swoje, ciekawe przygody?

Postanowilam stworzyć osobny wątek dla MZA.  Jeśli macie ciekawe historie, chętnie je umieszczę na blogu. Ten temat to wiecznie płynąca rzeka, może nie Wisła z jej pięćdziesięcioma centymetrami, ale zawsze rzeka : -)

boy-828850_1280

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>