Katolickie nie i koniec.

Udostępniłam dzisiaj na jednym z portali społecznościowych wypowiedź dziewczyny, podobnie jak ja, ateistki.
W skrócie, opisała oburzenie w związku ze słynnym profesorem i poszkodowaną pacjentką, koniecznością okazywania w szkole zwolnienia z lekcji religii (gdzie, jak dobrze ujęła, powinno się wg. niej okazywać „zgodę na uczestniczenie w tych lekcjach”), słynnym spektaklem wywołującym „obrazę uczuć religijnych” nawet u tych, co to na oczy go nie widzieli i ogólną niechęć do instytucji Kościoła.

Pod moim postem posypały się komentarze z cyklu: żałosny tekst, wypociny histeryczki, inteligentna inaczej, szkoda czasu czytać.

Tekst jednego ze znajomych brzmiał wręcz dosłownie: cyt: Nie chcecie katolicyzmu to za parę lat będziecie mieli islam. Skończy się wolność pisania na internecie. I będą mieli gdzieś czy jesteście muzułmanami. Nie zasłonisz buźki to twoje plecki spłyną krwią.

Pogubiłam się. Skoro moi znajomi mogą wrzucać zdjęcia z jasełek, opisywać górnolotność przeżyć ze studenckiej oazy lub pielgrzymki, komentować innych zgodnie z zasadą „nie wierzysz, nigdy nie będziesz szczęśliwym człowiekiem”, obnosić się ze swoją wiarą, krzycząc wszem i wobec o jej pięknie i wspaniałości wszelakiej i nikt się o to nie oburza, to skąd nagła niechęć do wyrażających swoje poglądy osób spoza kręgu Katolików? A szczególnie jak wyżej, jakże „tolerancyjne” „straszenie?!” islamem?

OK, temat kontrowersyjny i nie chcę wchodzić w dyskusje ideologiczne i teologię. Nie przeczytałam wszystkich mądrych książek świata żeby wypowiadać się nad historycznym sensem i uczestnictwem kościoła w budowaniu nowego świata, ale zaczynam się czuć.. no właśnie, jak powinnam się czuć?

Wychowałam się w kraju, w którym opłacana przez państwo religia w szkołach jest standardem.
W kraju, w którym byłam zmuszona w powyższych lekcjach uczestniczyć, bo nie byłam w stanie takiego zwolnienia z lekcji u rodziców wynegocjować.
Przez całe dziecięce życie jedna strona rodziny szczuła mój młody umysł groźbami o tym jak to w piekielnym kociołku smażyć się będę i jak to Pan B. wielki jest i groźny. Moje ciekawskie pytania o to jak, skąd, dlaczego, kończyły się odpowiedzią w stylu: bo tak, bo Pan B. nas stworzył i owieczki jesteśmy i modlić się przed snem trzeba i do kościółka chodzić też. Do kościółka chodziłam, owszem, bo babcia z kazania odpytkę robiła, ale po którymś razie jak w ramach ww. kazania, szprycowano mój umysł polityczną ideologią wyborów i wyższością partii x nad y, siadłam przed kościółkiem, na ławeczce z lodami Bambino i szkolną lekturą.

Nastały czasy liceum, tu mimo moich protestów na lekcjach, szkoła na niechodzenie na lekcje religii zgody nie wydała, bo kwitku od rodzica nie ma. Słuchałam więc o szkodliwości prezerwatyw, szatańskości aborcji, potępieniu rozwodników i o tym jak to szczęśliwa bez B. w sercu nigdy nie będę. Przetrwałam, trzy lata, dopóki nie zrobiłam takiego „piekiełka” na lekcji podczas dyskusji o antykoncepcji i aborcji, że ksiądz sam poprosił abym w zamian za obecność w dzienniku, na lekcje nie przychodziła.

I nie, nie potępiam Katolików, przyjaciół mam Katolików, Ateistów, Hindusów, Muzułmanów i Agnostyków i jakoś w zgodzie, bardzo dobrej i tolerancyjnej z nimi żyję i nie oceniam nikogo, nie potępiam. Instytucja i ideologia, a nie ludzie mi nie pasują.

Próbowałam, nawracać się nawet, trzy oazy wytrzymałam, ale najpierw napatrzyłam się na alkoholików w rodzinie, tłukących swoje żony na kwaśne jabłko, bo przecież nie odejdą, rozwodu nie wezmą, bo jak przed ołtarzem przysięgły, tak już żyć trzeba, widocznie Pan B. tak chciał.

I teraz, kiedy wrzucam takie posty, tej dziewczyny właśnie, znowu czuję się potępiona, inna, bo ja nie wierzę przecież i jak dziecko będę miała to nie ochrzczę, przez to złą kobietą jestem i matką złą również będę, dlatego, że mojemu dziecku własny wybór chcę dać, świadomy i nienarzucony.

Może gdybym miała inne doświadczenia z katolicyzmem to i podejście miałabym inne, może i wierzyłabym w coś tam na górze, pewnie jednak przeszłabym na protestantyzm, gdzie pastor prawiący mi kazania o życiu w rodzinie, własne doświadczenia, żonę i dzieci ma, a kiedy daje rady o życiu bez pogoni za materializmem, wie o czym mówi, bo rachunki też ma do opłacenia i na emeryturę zarobić jakoś musi.

I nie, nie wychodzę z założenia, że każdy ksiądz to pedofil lub politycznie zaangażowany kościelny mówca. Wszędzie są ludzie dobrzy i źli, podobnie jak duchowni: z pasją i zaangażowaniem, chęcią dawania wsparcia i roztaczania dobroci wobec boskich owieczek, a są na pewno i tacy, którzy do seminarium idą, bojąc się prawdziwego życia, pracy, miłości, zaangażowania. Podobnie jak są dobrzy i źli lekarze.

Nie podoba mi się ideologia, nie wierzę w prawdziwość słów w Biblii, ale nie mówię Ci, że jesteś zły, bo jesteś katolikiem więc Ty nie mówi mi jak Ja mam żyć i co w sercu nosić. Masz prawo wyrazić opinię, nie zgodzić się z nią, ja podobnie. 

Nie oznacza to jednak, że moja tolerancja cicho siedzieć będzie na widok krzyża nad tablicą świeckiej szkoły i biskupa święcącego przejście dla pieszych, na wymóg zwolnienia z religii i mówienie mi, że nigdy nie będę szczęśliwa.

Jak więc jest, mam prawo powiedzieć, że coś mi się nie podoba, czy mam siedzieć cicho, bo tak wypada?


http://natemat.pl/108939,drodzy-nie-katolicy-czas-sie-w-koncu-ocknac

 

One comment on “Katolickie nie i koniec.
  1. Niestety tak to już. jest. Chrześcijanizm to najokrutniejsza religia w dziejach świata, budowano ją na przemocy i zmuszaniu do jej wyznawania, tortury, palenie na stosie, wyprawy krzyżowe, to wszystko to właśnie chrześcijaństwo. Teraz mamy 21 wiek, ale jak widać religia stworzona na takich podwalinach zawsze będzie się rządziła takimi prawami. Nie wierzysz? Jesteś potępiony! Nie zgadzasz się z nami? Będzies si,ę smażyć w piekle! Itd. Mnie też to wkurza i ja też wylatywałam za drzwi z co drugiej lekcji religii :) Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>