Jak były facet nieświadomie do zmian motywuje.

Dzień pod znakiem chandry.

Zbyt późna pobudka, zbyt gorzka kawa, zbyt tłoczny autobus, zbyt szaro, zbyt zimno i jeszcze zajęcia taneczne mi się odwołały.

Znużona wracam więc spokojnie do domu na wpół przysypiając w mza. Próbując ogarnąć opadające powieki, podziwiam widoki za oknem.  Tuż obok przegubowca zatrzymuje się biały samochód i zza szyby spogląda na mnie ironicznie uśmiechnięta, dziwnie znajoma twarz. Przez chwilę zastanawiam się kto to jest, po czym jak grom z jasnego nieba spada na mnie świadomość, że to mój ex….Na początku pomyślałam, że uśmiecha się do mnie jakaś kobieta więc słynny grom był wesołym zaskoczeniem.

Z exem przeżycia miałam nie lada i wszystko mi się automatycznie przypomniało, prowokując jednocześnie ogromny napływ energii i chęci zmian.

Ach tak, była miłość zaleźć za skórę potrafi.

Pierwsze zauroczenie, lat 17, rozstanie – lat 21. On, starszy 5 lat, och, student. Typowy mentor, próbujący nawrócić Cię na swój styl życia, chroniący przed całym złym światem i uczący kim powinnaś, a kim nie powinnaś – być. Z początku tego nie widziałam, pewne zachowania zrzucałam na kark rzadkich, bo raz w tygodniu, weekendowych spotkań. Do… tego pamiętnego dnia kiedy zamieszkaliśmy razem.

Mój M, okazał się być marudą nie tylko weekendowym, ale codziennym. Człowiekiem z tych, którym świat tylko rzuca kłody pod nogi: nie zdałem prawka, bo egzaminator do dupy. Nie zaliczyłem egzaminu bo profesor głupi. 3-ci rok jestem na 3-cim roku, bo uczelnia do bani, pracę mam kiepską, bo system zły... przykładów można wymieniać w nieskończoność.
Przymykałam powieki na wszystkie minusy, ja przecież ideałem bynajmniej nie jestem, aż do pewnego momentu. Zapisałam się na dodatkowy kurs angielskiego, wesoła wróciłam do domu aby pochwalić się inwestycją w moją przyszłość, „english is more important than me?” usłyszałam wydukane w odpowiedzi. - O żesz kurde gary, miotła, dzieci? – pomyślałam.
Szlag mnie trafił, poddałam się i mimo, że facet serce miał ok i dobry z niego człek był, spakowałam walizki i wróciłam do rodziców.
Rozstanie było w miarę spokojne. Nie zdradziłam go, nie oszukałam, po prostu zdałam sobie sprawę, że to nie jest to, czego od życia chcę i wolałam to skończyć niż do końca swoich dni udawać, że jest ok.

Minął rok. Tańczę moją ukochaną salsę kiedy podchodzi do mnie przyjaciółka i pyta czy nie znam przypadkiem takiego M, bo niestworzone rzeczy jej o mnie wypisuje. Co się okazało, po roku (!) czasu jego synapsy przetrawiły, że jednak on mnie nienawidzi (no żesz ja cie piotrek, nawet IQ poniżej 50-ciu wydedukowałoby chęć zemsty wcześniej).
Mój były M. postanowił więc włamać się na moje gg i poplotkować co nieco z moimi znajomymi (szczyt dojrzałości równy szympansowi potrafiącemu obrać samodzielnie banana).

I tutaj zaczęła się wesoła historia.
M. niecierpiący tańczyć i wychodzić na imprezy zapisuje się na salsę! Zupełnie przypadkiem do tej samej szkoły, do której chodzę ja :-)
M. nienawidzący klubów nagle pojawia się na tych samych salsotekach co ja, cóż za dziwny zbieg okoliczności.
M. opowiada mojej przyjaciółce (do której dziwnym trafem nagle czuje „miętę”) jak to się na mnie zemści, bo ja na złą kobietę się zmieniłam. O jaaaaaa, nogi mi się trzęsą, szpilki ze strachu połamię!
M. zmienia się więc w nowoczesnego Słowackiego, Miłosza czy kogo tam literatura niesie i poetycko postanawia być moją marą, wszędobylskim wspomnieniem objawiającym bezsens mojego istnienia i prowokującym górnolotne wyrzuty sumienia… ah tak się przejęłam mocno, że aż… że aż olałam sprawę „mężczyzny” intelektem dorównującemu swoim ówczesnym zachowaniem 7-mio latkowi.

Na szczęście M. dosyć szybko ze środowiska wypada i z imprez znika pozostawiając za sobą śmiech znacznie dojrzalszego towarzystwa nadającego mu ksywę Harry Potter.

Ach, niech różdżka z nim wiecznie będzie.

A ja? ze znacznie lepszym humorem dotarłam do domu przypominając sobie co to ja w moim życiu zmienić kiedyś chciałam i dzięki tej życiowej decyzji mi się udało. Poznałam cudownego faceta, wyszłam za mąż za człowieka, któremu zły humor i maruderstwo obce są zupełnie, wytańczyłam się ponad wszystko, nabrałam życia w płuca i opadłam delikatnie na poduchy delektując się spokojną pracą nad sobą tutaj i dzisiaj,
bo to nie świat jest zły, to my go takim widzimy i to my podejmujemy własne decyzje, mogące nasz własny świat zmieniać na lepsze.

Chwała terapeutom :-)

ho

21 comments on “Jak były facet nieświadomie do zmian motywuje.
  1. No jakbys moja historie opisywala ;) zalosne to ale coz… niektorzy nie potrafia z twarza i honorem, mnie tylko utwierdzilo w przekonaniu co do decyzji

  2. Bardzo lubie takie pozytywne wpisy. Widac , ze jestes optymistka i masz duzo dystansu do siebie.
    A propo bylych i rozstan- ja przez prawie 7 lat bylam chyba bardzo pijana… I teraz nosze okulry by bledow juz takich nie popelniac :)
    Pozdrawiam serdecznie

    • Mogę też pisać o kolorowych kwiatkach i ich psychologicznym odniesieniu do kulturowego aspektu śmierdzących skarpetek. Mogę odnieść to do koloru skarpetek w okresie dwudziestolecia międzywojennego, skupić na fakturze materiału i ilości pasków.
      Piszę na co mam tylko ochotę i co mi na klawisz palce przyniosą.
      I jestem aż za bardzo dojrzała, żeby głębiej w tę dyskusję wchodzić.
      Pozdrawiam ;)

  3. A ja się pośmiałam :)
    Faktycznie… dopiero po roku poczuć chęć zemsty… refleks jak u starego tetryka ;)
    Pozdrawiam!

  4. a ja dziś w samochodzie spędziłem 6 godzin i pupa mnie boli…. a jutro nie lepiej i tak 4dni w tygodniu
    muszę przemyśleć moje życie …………. może mate masującą sobie zakupię?
    może poproszę grzecznie o wygodniejszy wóz…
    może robotę zmienię – ile można żyć z bolącą ….
    no nic muszę się zastanowić…

  5. To co on w końcu na ciebie naopowiadał – bo jakoś zaczęłaś ale nie skończyłaś … mówią, że jak się powie a to i b też trzeba … masz tempo – rok po rozstaniu mąż, cudowne życie „… a podobno zdrady nie było ;D masz jakieś problemy z oceną rzeczywistości ?? „A ja? ze znacznie lepszym humorem dotarłam do domu przypominając sobie co to ja w moim życiu zmienić kiedyś chciałam i dzięki tej życiowej decyzji mi się udało. Poznałam cudownego faceta, wyszłam za mąż za człowieka, któremu zły humor i maruderstwo obce są zupełnie, wytańczyłam się ponad wszystko, nabrałam życia w płuca i opadłam delikatnie na poduchy delektując się spokojną pracą nad sobą tutaj i dzisiaj”.

    • Nigdzie nie napisałam, w którym roku się rozstałam, ani w którym znalazłam męża (gratuluję umiejętności czytania ze zrozumieniem), ani co naopowiadał, bo nie to jest głównym przekazem notki. Ani opisywanie życia z nim, bo moim celem nie jest również zanudzanie czytelnika.
      Moim przekazem jest to jak dobrze mi dziś dzięki decyzjom podjętym kiedyś.
      Nie zamierzam bawić się w kopiuj wklej z gadu gadu, wyrosłam z tego.
      Udanego dnia!

      • Te, skoro już wyskakujesz z tym wyświechtanym tekstem o czytaniu ze zrozumieniem – najpierw naucz się pisać, bo z językiem polskim wyraźnie ci nie po drodze.

        • Z moim językiem polskim jest wszystko w porządku. Błędów nie widzę, tekst klarowny i zrozumiały. W przypadku wątpliwości zapraszam do zakładki ‚o mnie’ tam jest tak ładnie opisane jak można zmienić adres w przeglądarce i przejść do odpowiadającej czytelnikowi strony. Przydatna sprawa i nie trzeba nawet być programistą. Poza tym bardzo interesujące są anonimowe komentarze odważnych ludzi. Pozdrawiam :)

      • Najlepsza riposta na plotkarskie zapędy i szukanie dziury w całym! Gratulacje i serdeczne pozdrowienia dla autorki!

        Smutasom, „mendrcom” i Piotrusiom Panom, sorry Harry Potterom stanowcze NIE!

      • Ja też zrozumiałam ten tekst, że po roku czasu od rozstania masz już męża i poukładane wszystko… oczywiście zawsze można powiedzieć, że czytelnicy to idioci ale może warto się zastanowić chwilkę czy się w miarę jasno napisało tekst…

    • Tempo to jest jeżeli ktoś po 5 miesiącach od rozstania z kobietą bierze ślub z dziewczyną będąca z nim w 6 miesiącu ciąży. To jest tempo. A ty buba chyba za dużo złości i pretensji do świata w sobie nosisz. Zupełnie niepotrzebnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>