Hawana moimi oczami, dzień kolejny na Kubie.

Hawana, jeden z tych dni.

Przydeptałam Hollywooda i spojrzałam w górę.

- 10 pięter i nie ma windy?

- Nie ma – odpowiedział ze śmiechem R.

- A na które idziemy?

- na trzecie.

Westchnęłam i ruszyliśmy w drogę po stromych schodach betonowej klatki. Drzwi otworzył nam niski, uśmiechnięty Kubańczyk.
Po krótkim przytulaniu i całowaniu na powitanie, przeszliśmy przez długi wąski przedpokój do przechodniego pokoju połączonego z kuchnią.

Starsza Kubanka i młodsza, dziewczyna G., równie niska, ale w przeciwieństwie do G. szczuplutka, uściskali nas na powitanie.

Usiedliśmy na kanapie, ustawiając na stole rum, tu colę i popielniczkę.
Rozmawialiśmy długo i dużo, a R. nie nadążał z tłumaczeniem.
Moją uwagę zwróciła lodówka, otwierana co chwilę po zapasy lodu. Pusta, w środku jeden napój i kurczak, który za chwilę wylądował gościnnie na patelni.

Na lodówce plastikowe magnesy: marchewka, gruszka….
Mieszkanko oszczędne w sprzęty, przyozdobione jedynie kilkoma obrazkami jakie u nas, kupuje się po 3zł na chińskich stoiskach.
Główny punkt mieszkania, oczywiście, wiatrak : ) duży i działający!

M (młodsza Kubanka) i G pracowali z dziećmi. G. był klaunem! Miał wspaniały kostium i specyficzny uśmiech na twarzy.  Kostium wyprasowany i skrzętnie rozłożony na wieszaku, wisiał nad łóżkiem w sypialni M i G.
Kiedy spytałam o pracę, opowieściom nie było końca, emanowała z nich miłość do tego co robi.

Pomimo skromnych warunków, zimnej wody i pustej lodówki, w oczach lokatorów widziałam jedynie śmiech i zadowolenie z tego, że ich przyjaciel odnalazł swoją drugą połówkę.

Paliliśmy hollywoody, strzepywaliśmy tytoń do handmadów z puszek po konserwach i rozmawialiśmy do późnej nocy. Nad ranem ruszyliśmy w miasto i rozsiedliśmy się na nagrzanych betonowych bulwarach wzdłuż oceanu.

1

Hawana tętniła życiem.

Ktoś tańczył, ktoś śpiewał, reggaeton puszczany z telefonów rozbrzmiewał echem wzdłuż bulwaru. Ktoś chodził boso po ulicy, a ja obserwowałam otoczenie, chłonąc każdy szczegół.

Nad świtem złapaliśmy taksówkę do domu. Stanęliśmy przy ulicy, palcem wskazując kierunek jazdy. Taxi zatrzyma się tylko wtedy, jeśli akurat jedzie w danym kierunku! Dlaczego, zrozumiałam dopiero wsiadając do starego wozu. W środku było już 3 innych Kubańczyków, ale dla chcącego nic trudnego! Przytuliliśmy się do pasażerów i zawróciliśmy do naszej dzielnicy.

3

W drodze do domu zahaczyliśmy o sklepik i jeszcze do rana rozmawialiśmy popijając rum na dachu domu.

Oto moja Cuba :)

h1

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>