Cicho, nie mów tak głośno, jesteśmy w autobusie przecież.

Przemierzam miejskie przecznice czerwonym przegubowcem. W ramach wywoływanych przez zakręty fal, przytulam się do ludzi ciesząc bliskością otoczenia i perfumą współtowarzyszy podróży

Pomiędzy łapaniem równowagi a powstrzymaniem odpadającej od przytrzymywanej w dłoni torby, ręki, wsłuchuję się niechcący w rozmowę siedzącego naprzeciw małżeństwa. Nie słyszeć się nie da, nie podsłuchiwać też nie. Temat rozmowy jest tutaj bez znaczenia, najważniejsze jest ostatnie zdanie żony.
- cicho, nie mów tak głośno, jesteśmy w autobusie przecież.

I bynajmniej nie chodziło o przekazywane w rozmowie treści, ale o sam fakt mówienia za głośno.

Jak dla mnie mąż mówić, mówił normalnie i nic złego w prowadzonych w środkach komunikacji rozmowach nie widzę. W przeciwieństwie do innych.

Ludu pracujący czy autobus to kościół? Czy ta „przyjemność” jaką odczuwamy z „komfortowej” podróży w zatłoczonym mza wymaga wręcz modlitewnego nabożeństwa? Czy powinniśmy jechać w skupieniu bezsensownie gapiąc się w okno, bo na otwarcie książki często najzwyczajniej w świecie nie starcza miejsca?

Albo inna rzecz. Ja na przykład. Skoro nie mogę rozmawiać, bo nie wypada, na czytanie książki często nie mam siły, bo oczy samoistnie mi się zamykają (jeśli uda mi się usiąść), idę najzwyczajniej w świecie spać i uważam to za znacznie bardziej interesujące niż bezczelne wgapianie się we współpasażerów. Czy zasługuję wtedy na budzące mnie gadanie sapiącej staruszki lub wkurzonej matki? – „no tak! Najlepiej to udawać, że się śpi zamiast miejsca ustąpić”.

Czy zasługuję na to, żeby być popychaną przez falę wsiadającego tłumu, dociskaną, tłamszoną i kopaną?

Przypomina mi się jak w podobnych warunkach podróżowałam miejskim autobusem na Kubie. Tłum niesamowity, wsiadająca fala, brak oznakowanych przystanków (czyt. Biegniesz za autobusem tam gdzie się zatrzyma, lub zatrzyma się tam gdzie stoi większy tłum). Parno, duszno i brudno, ale tłum uśmiechniętych ludzi jakoś koił nerwy ściśniętego człowieka.
Kubanki głośno przekomarzały się ozdabiając rozmowę perlistym śmiechem, Panowie krzyczeli do kierowcy żeby zatrzymał się między przystankami (co ten czynił) a w tle… no właśnie, w tle, z głośników (!) umieszczonych w całym autobusie, sączyła się latynoska muzyka prosto z hawańskiej stacji radiowej!

I powiem Wam szczerze, że w życiu takich fajnych podróży nie miałam jak tym głośnym, rozgadanym i umuzycznionym środkiem transportu!

O, tak wam powiem!

cubanbus

10 comments on “Cicho, nie mów tak głośno, jesteśmy w autobusie przecież.
  1. Współczuję, że nawet komentujących masz z tych autobusowych smutasów ;)
    Osobiście rażą mnie w takich miejscach tylko osoby wulgarne, naruszające cudzą nietylakność albo uprawiające zaawansowaną grę wstępną ;) ah tak, no i te rzucające nienawistne spojrzenia na fakt, że się śmie nie zachowywać nabożnej ciszy [świetnie to ujęłaś :D]
    Polacy to naprawdę paskudna mentalność, która zamiast samemu się uśmiechnąć czy być sobą, woli „realizować się” w potępianiu innych i uważaniu, że ich widzimisie to święte i jedynie słuszne racje. I dlatego czekam, aż moje dzieci pójdą na swoje i uciekam stąd czym prędzej gdzieś, gdzie ludzie żyją i cieszą się tym, a nie egzystują zniewoleni bzdurnymi kanonami na własne życzenie, czekając na uwolnienie z tych kajdan w sobotnie wieczory, uważając że alkohol ich wtedy zasłoni przed gniewem… bożym[?] i ludzkim ;)
    pozdrawiam :)

  2. Autorko, nie przejmuj się tymi komentarzami. To już taka mentalność polska, że codziennie trzeba komuś dowalić, bo inaczej dzień stracony ;) Że nie wspomnę o tym, że przecież szkoda klawiatury na miłe słowa (ale na wytykanie błędów już nie) ;)

    Poznałam w swoim życiu kilka osób z Ameryki Południowej (głównie z Brazylii) i Afryki (Angola) i właśnie takich ludzi chciałabym mieć wokół!. Oczywiście mają swoje wady (klasyczna mañana, brak słowności, bywają lekkoduchami itp.), ale jednocześnie (a może właśnie dlatego) mają w sobie niesamowite ciepło, które aż od nich bije. Dla tych ludzi nie ma problemu, wszystko „się zrobi” (i kij, że na przygotowanie prezentacji były 2 tygodnie, a my ją zaczynamy robić dzień wcześniej o 22:00 i kończymy o 5:00 rano) ;) Emanują pozytywną energią, są uśmiechnięci. Spotykasz taką osobę, widzisz jej uśmiech, luz i od razu lepiej Ci na duszy ;) Nie mają w sobie takiego pędu już, teraz, zaraz, za 5 minut, na wszystko jest czas ;)

    Wiele razy się zastanawiałam z czego to wynika i cóż, to chyba w dużej mierze zasługa strefy klimatycznej – w Polsce też ludzie wydają się milsi i bardziej skorzy do kontaktu w lecie, kiedy jest dużo słońca – tyle, że tam to słońce jest przez cały rok, a w Polsce przez 4 miesiące ;) Cejrowski powiedział kiedyś ciekawą rzecz będąc akurat w faweli – materiał na dom zawsze się znajdzie, trochę blachy, desek, stare drzwi i masz dom, ubranie wystarczy jedno, podobnie buty (a przecież można chodzić boso), a prąd ciągniesz za darmo kradnąć go z miejskiej sieci ;) – w Polsce to nie przejdzie, nie da się mieszkać w kawałku blachy, bo możnaby zamarznąć przez większość roku ;), a buty i ubranie trzeba mieć na każdą z pór roku. Bynajmniej nie twierdzę, że tam jest raj a w Polsce piekło, ale jednak łatwiej zapewnić sobie podstawy egzystencji. Jednak wydaje mi się, że Polacy za bardzo skupiają się na zewnętrznych aspektach życia – mają wręcz obsesję na punkcie tego jak ktoś ich postrzega, bo „co ludzie powiedzą”, boją się wyłamać z ram, bo ktoś może się krzywo popatrzeć ;) Zresztą, sama takich krzywych spojrzeń doświadczyłam chodząc po ulicy z uśmiechem na twarzy – ludzie patrzyli na mnie jak na uciekinierkę z psychiatryka, a ja się tylko cieszyłam pierwszym wiosennym słońcem i świergotem ptaków ;) Większość chyba zapomniała już dawno, że życie ma się tylko jedno i kiedy się przez nie idzie z klapkami na oczach widząc tylko schemat dom-praca-dom-praca to jest bardzo ubogie. Mam też wrażenie, że Polacy się bardzo izolują od siebie nawzajem. Trochę to widać na przykładzie autobusu, gdzie większość zachowuje się tak, jakby współpasażerowie nie istnieli, każdy jest osobną indywidualnością, która właśnie została zmuszona do przebywania w jednym miejscu z innymi ;) Kubańczycy najwyraźniej w takiej sytuacji czują się członkami grupy. I chyba jednak wolę to drugie podejście ;)

    Pozdrawiam słonecznie!

    • Szkoda tylko, że Kuba jeszcze niestety nie jest przyjaznym miejscem na dłuższą metę, do mieszkania dla Europejczyka, ale mimo wszystko, chyba dałabym radę! Dla Tych uśmiechów w autobusie właśnie ;)

  3. Mieszkam w Hiszpanii, tutaj ludzie starsi w utobusach nie patrza na siedzaca mlodziez jak na zlo tego swiata, jesli nie czuja sie na silach pytaja sie czy mogli by usiasc ( tak samo kobiety w ciazy ) zamiast pretensjonalnie drzec jape, ze przeciez oni maja prawo siedziec. Podobnie z usmiechem dla nieznajomych, usmiechasz sie do ludzi a oni do ciebi i dzien sie wydaje piekniejszy a w Polsce z reguly jak sie usmiechniesz do nieznajomej osoby zostajesz obrzucony inwektywami, ze az uszy wiedna. Nie sa to na szczescie 100 %-towe akcje wiec …

  4. A ja uważam ze autobus to co prawda nie kościół, ale też nie miejsce, żeby prowadzić dyskusje pełnym głosem i drażnią mnie osoby zachowujące się tak swobodnie, jakby były tam same. Nie mam ochoty wysłuchiwać tego, co pani X ma do powiedzenia pani Y. Czy to osobiście, czy przez telefon. A bardzo często jestem zmuszona. I nie tylko ja, bo razem ze mną pół autobusu, czy tramwaju. Co do spania… środki komunikacji miejskiej to nie noclegownia.
    I tak na marginesie… czy nie mogłabyś włączyć programu podkreślającego błędy? Poczytałam kilka Twoich wpisów i trochę chyba głupio pisać bloga i robić błędy.

    • Ewa, oczywiście, że mogę włączyć program.
      co do rozmòw w autobusie każdy ma prawo do własnego zdania, a kwestii spania w autobusie bronię jak mogę. Nikomu tym nie przeszkadzam, nie chrapię i nie przytulam więc jeśli nie naruszam tym ‚nietykalności’ innych to w czym problem?

  5. W Polsce chyba ludzie już naperawdę obawiają się wszystkiego. Obsesja jakaś. Nie gadaj w autobusie, wyprasuj koszulę, do kościoła przecież idziesz! Nie przy ludziach, nie w domu, nie w sklepie…bo co ludzie powiedzą. Biedny zmęcziny naród. Dobrze, że żyję wśród uśmiechiętycb ludzi :) Pozdrawiam radośnie!

    • myślę, że warto przeczytać notkę jeszcze raz ze zrozumieniem, że chodzi o wiecznie smutne i marudzące postacie Polakôw (czego przykład mamy w Pana komentarzu) a nie o moje plany emigracyjne :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>