Autobusowe pogawędki w środku nocy

Sobota wieczór, przystanek nocnego autobusu w Centrum Warszawy.

Stoimy niecierpliwie w oczekiwaniu na zbawienny NXX. Przebieram z nogi na nogę psiocząc na brak w mieście publicznych toalet. Piwo z sokiem robi swoje, bez soku z resztą też.

Dyskusja o życiu, psychologii osobowości różnorakich toczy się zawzięcie między mną K i R.

Nagle za swoimi plecami słysze chrząknięcie i Pan lat ok 50 zbliża się do nas wcale nie chwiejnym krokiem.
Pewnie po fajka – myślę sobie oceniając człowieka od czubka głowy po palce u stóp.
Ubranie ok, brak woni moczu i innych ekstrementów, jakże specyficznej do zaczepiających pasażerów o tej godzinie mieszkańców stolicy.
- mogę fajeczka? Bardzo proszę. – ach, nie myliłam się, ale ok, rozumiem, empatycznie dzielę się LD z zielonej paczki.
- bo wie Pani, ja bezdomny jestem. Kiedyś miałem mieszkanie, nawet tu blisko Centrum I żonę miałem, o taka jak Pani mąż, też ciemna. Śliczna była, kochałem ją, ale rozpadło się jak dziecko straciliśmy, już nie ważne czemu, teraz na to jakieś szczepienia podobno już są. I potem kolejną miałem, ale też rozpadło się. Dzieci sporo po świecie mam. Raz tak mnie odwiedziła. Puka taka do drzwi, otwieram, oceniam, no ładna, kumple pewnie na pocieszenie podesłali. – no to się rozbieraj mała – mówię, a ona na to – odbiło Ci? Jestem Twoją córką!. Ładna ta moja córka, widzimy się nawet czasem. No sporo mam tych dzieci, sporo.
- czemu więc jesteś bezdomny? (w międzyczasie przeszliśmy na „Ty”) Dzieci nie mogą Ci jakoś pomóc? Nie pijesz, zadbany jesteś, są przecież fundacje, ośrodki. Mogą podać rękę, pomóc wyjść na prostą.
- ale ja nie chce, dobrze mi tak, to moja własna wolność i dobrze mi z tym.

Lustruję go wzrokiem po raz drugi. Zielone polo, beżowe spodnie, rozsądne niezniszczone buty, uczesany, świeży..

- o buty widzę moje obserwujesz? A dostałem, wszedłem raz do sklepu i mówię dajcie mi jakieś buty, a gościu na to – jaki masz rozmiar? – i wiesz, że mi dał? A dobre, markowe, sam się zdziwiłem, a on dał i powiedział tylko żeby dobrze się nosiły.

Nocny podjechał, Pan wsiada z nami. Rozmowa toczy się jeszcze kilka przystanków dalej.

- ja to nie jestem nachalny. Czasem o jedzenie poproszę, miejsca swoje mam.  Kebaba dostanę, czasem jakieś barowe resztki, coś do picia, nie, piwo nie, ja nie taki od jaboli. O a teraz z kumplem zarobić jedziemy, nie, nie patrz tak, nie kradniemy.

Pan wysiadł na Pradze a ja chyba nawet zaczęłam zazdrościć mu tej wolności.

Codziennie biegniemy do pracy, nawet nie chcąc gonić za sukcesem. W głowie mamy terminy rachunków: za czynsz, za prąd, za wodę, za internet, za komórkę, za bilet miesięczny, pakiet medyczny, kablówkę. Myślimy o tym jak odłożyć coś na wakacje, jak wysupłać pieniądze na kolejne doszkalające kursy. Jak zmienić pracę na lepszą, mieszkanie na większe, samochód na nowszy. Nigdy nie mamy dość. Musimy iść, biec, pędzić. Nasze życie to wiecznie ruchome schody, nawet jak stoisz w miejscu, wciąż dążysz na górę, chcesz czy nie, tak ten mechanizm działa i jak już postawiłeś pierwszy krok, nie chcesz, nie umiesz, nie możesz się zatrzymać.

Ten człowiek nie wyglądał na nieszczęśliwego, nie płakał nad swoim losem, wręcz cieszył się z niego. Nie budził się o 6 rano, nie stresował upartym szefem, nie goniły go nigdy terminy i zobowiązania. Cenił akurat znaleziony ciepły kąt, darowanego kebaba, sprezentowane buty, ładną pogodę i spotkanie na przystanku ludzi, z którymi mógł zamienić kilka słów.

Bezdomny niezataczający się zadbany facet. Brzmi jak paradoks? Dla mnie już nie.

I czemu mam ocenić sposób jego życia jako zły? Bo nie dał się przyjętym w dużym mieście zasadom, normom? Bo jest inny, niezależny, korpoodporny? A może dlatego, że nie interesują go szklane biura i apartamentowce, ani blokowiska z wielkiej płyty nawet? Czy też dlatego, że jego głównym marzeniem nie jest własne mieszkanie, samochód i kredyt na 40 lat a cieszy się tak po prostu, z lata i tego jednego papierosa na przystanku nocnego autobusu?

 

9 comments on “Autobusowe pogawędki w środku nocy
  1. Można zazdrościć, ale do pierwszego poważniejszego problemu. Bo on nawet nie ma w nikim oparcia.
    A żyje z tego, że inni pracują – ten model jest nie do powielenia na masową skalę…

  2. Jak ten Pan miał na imię? Moze Mirek? Tez mialam okazję spotkac kiedys podobną jesli nie ta samą postać… rozmowa z nim byla bardzo pozytywnym kopem :)

  3. takie pytanie mi się nasuwa: dlaczego chcesz oceniać jego styl życia ?
    nikt nie dał nam prawa by oceniać innych osób czy ich stylu życia, każdy żyje tak jak chce lub tak jak lubi
    i jeśli tylko nie czyni zła drugiemu to myślę że jest szczęśliwy i ma do tego pełne prawo !

  4. Tatuś wielu dzieci :-), niełożący na nie, nie zajmujący się nimi, wolny ptak.

    Jego, jego dzieci i jego kochanki utrzymuje państwo czyli ja też.

    Fajnie się facet ustawił. I takich cwaniaków żyjących tak jak chcę jest wielu.

    Niby nie ma mieszkania, ale ma gdzie mieszkać?

    Po ulicach chodzą tacy co dają mieszkanie bezdomnym, codziennie ich spotykam ;-)

    Czego tu zazdrościć, totalny brak odpowiedzialności za siebie i dzieci.

    Życie na cudzy rachunek to marzenie wielu!

  5. Zazdroszczę facetowi odwagi i wytrwałości- gdy jest się bezdomnym to łatwo się stoczyć, a on się nie dał.
    Chociaż zawsze bałam się takich gaduł, szczególnie nocną porą- kiedyś jeden mnie zagadywał,ale on wyglądał jak bezdomny, na szczęście jakaś kobieta na przystanku uwolniła mnie z opresji ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>