Lądowanie na Kubie.

Moje spełnione marzenie – Hawana i On.

Minęłam automatyczne drzwi próbując zmieścić się z załadowanym po brzegi lotniskowym wózkiem. 20 kilo dla mnie, 20 dla rodziny, warto było zakupić bilet z normalnymi limitami bagażowymi, ale dodatkowe 10 kg podręcznego bagażu to już przesada! Przecież wiem jak jest…

Trudno, jestem tu, jest albo go nie ma, jest!

Tuż przede mną, w białej lekkiej koszuli i śnieżnobiałych spodniach, z włosami opadającymi w sprężystych loczkach wzdłuż twarzy, tak jak lubię. Wyobraziłam go sobie jak przed lustrem nakłada specjalny żel na włosy i prasuje koszulę przed wyjściem, mhm. Nerwowo rozglądający się w okół, chyba … lekko przerażony.

Zauważył mnie, potykam się o wózek, biegnę, rzucam na szyję, czuję znajomy zapach i wtulam twarzą w moje wytęsknione miękkie loki. Stoimy tak chwilę, zanim rzeczywistość dotrze do nas obojga. Przyglądam mu się, chłonąc całą sobą znajomą twarz, nos, oczy, usta. Emocje wibrują w okolicy serca a z ramion z hukiem spada wielki kamień z łoskotem uderzając o marmurową posadzkę.
Czas się zbierać, pożyczony samochód czeka już dwie godziny.

Ustawiamy się w kolejce do wymiany walut. W dłoni trzymam jeden banknot 500 euro, kartę mam, starczy na początek na utrzymanie się w mieście Buena Visty.
Pani za ladą, z krzywym uśmiechem przyjmuje walutę, w zamian otrzymuję 2 grube pliki kubańskich CUC. Rany, w życiu nie trzymałam takiej ilości gotówki w papierze!  To wygląda jak fragment zawartości walizki  z Ojca Chrzestnego lub innej amerykańskiej sentymentalnej strzelanki!

Nieporadnie wpakowałam banknoty do podręcznego bagażu i ruszyliśmy w stronę parkingu. Wyszliśmy przez drzwi terminalu na asfaltowy plac, zatrzymałam się jak w transie. Nogi wrosły mi w ziemię.
– No chodź, kochanie, Z. czeka już ze mną 2 godziny, a to pożyczony samochód!
– Zaczekaj, nie, daj mi 10 minut, zapalimy, odetchnę i jedziemy
– Możesz palić w samochodzie
– O nie, nie po 19-tu godzinach w podróży

Stanęliśmy przy zatoczce taxi. Rozglądam się uważnie w okół. Jest późny wieczór, prawie noc, lotnisko tętni życiem, a na wprost mnie, najprawdziwsze palmy, rosnące sobie spokojnie jak parkowe drzewka!
I zapach! Zamknęłam oczy żeby wchłonąć jak najwięcej, słodki, inny, taki… tropikalny, specyficzny, nieporównywalny do niczego innego, co do tej pory poznały moje zmysły.
Wdycham, próbuję rozebrać na części, nie znam składników, to nie ma sensu, po prostu chłonę go całą sobą.

Dopalamy po przywiezionym z Polski niebieskim L&M
– Rany jak ja za tym tęskniłem, jesteś kochana, że przywiozłaś dziesięcio-pak, smakują zupełnie inaczej niż te nasze.

Ruszamy w stronę samochodu, na spotkanie wychodzi przystojny, młody, śniady Kubańczyk.

Wita się ze mną i otwiera drzwi.
po raz kolejny tego dnia staję jak wryta, przede mną stoi Fiat 125p, z szybą posklejaną na taśmę pakową, bez klamki w drzwiach, ale polski Fiat! Rozmyślam akurat o tym czy to aby na pewno bezpieczne, polski przegląd techniczny w życiu nie wypuściłby tego na drogi! Z zamyślenia wyrywa mnie głos R:

- Tak tak, wiem co myślisz, Welcome to Cuba!

c1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>